Decyzja o wypożyczeniu kampera zapadła spontanicznie. Mimo że mam sporo lat na karku, nigdy nie przeżyłem wakacyjnej przygody, nie jeździłem autostopem i nie poczułem prawdziwej, nieskrępowanej wolności. Planując trasę po nieznanym kraju, biłem się z myślami… Nie byłem przekonany, czy warto rezygnować z wygodnego urlopu „all inclusive” na rzecz podróży w nieznane. Podjąłem jednak ryzyko i nie żałuję. Każdy dzień spędzony w trasie był dla mnie niesamowitym doświadczeniem. Przekonałem się, że istnieją lepsze formy spędzania czasu niż leżenie na plaży i popijanie drinków. Jestem pewny, że w najbliższym czasie powtórzę tournée po Europie. Litwa zaliczona, teraz czas na Łotwę i Estonię.

Kamperem na Litwę

Dlaczego Litwa? Cóż, na pierwszy ogień lepiej wybrać kraj za miedzą położony niż porywać się na Alpy, Bałkany czy Włochy…
Pierwszy dzień spędziłem w Polsce, odwiedzając Biebrzański Park Narodowy i zahaczając o Augustów. Pomimo że do zmroku zostało trochę czasu, nie przekroczyłem granicy – zanocowałem w Sejnach na jednym z podmiejskich parkingów. Noc była chłodna, ale ściany są dobrze izolowane, więc nie odczułem zimna. Z samego rana przejechałem przez granicę. Pierwszą rzeczą, jaka rzuciła mi się w oczy, był stan dróg – kamper zaczął wręcz sunąć po asfalcie. To nieprawdopodobne, że przekraczając polską granicę, trafiłem do zupełnie innego świata. Znamiennym był również fakt, że ruch drogowy na Litwie jest o wiele mniejszy niż w Polsce. Żadnych korków, objazdów, problemów technicznych – niekiedy miałem wrażenie, że poruszam się po wymarłym kraju. Dopiero, kiedy dojeżdżałem do kolejnych punktów na swojej turystycznej mapie, liczba samochodów i ludzi gwałtownie się zwiększała.

Swoboda podróży

Czwartego dnia, kiedy dotarłem do Mierzei Kurońskiej, poczułem prawdziwy nadbałtycki klimat – zupełnie odmienny niż nad polskim morzem. Kłajpeda, Połąga i Kreatyna, również zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Wilno pominąłem celowo, bo dobrze znam to miasto; być może wybiorę się tam następnym razem. Póki co w siedem dni przejechałem 1700 km. Wóz spalał średnio 9 litrów na 100 km – na szczęście ceny paliw w zeszłym roku były o wiele niższe niż obecnie, dzięki czemu sporo zaoszczędziłem.
Podróż kamperem przyniosła mi niesamowitą frajdę. Czułem pełną swobodę i wiedziałem, że tylko ode mnie zależy czy pojadę prosto, skręcę w leśną drogę, czy też zatrzymam się na skraju wioski i tam też zanocuję. Przekonałem się, jak wiele frajdy daje samodzielne odkrywanie nowych miejsc i możliwość zmiany planów w każdym momencie.
Cieszę się, że miałem okazję poznać prawdziwą Litwę – jej przyrodę, folklor i historię.

Ocena kampera

Prowadzenie kampera nie różni się od jazdy zwykłym samochodem osobowym. Po pokonaniu kilkunastu kilometrów zacząłem „czuć” samochód i manewrowanie nie stanowiło żadnego problemu. Pojazd był świeżo po przeglądzie, dlatego trudno doszukiwać się jakichś uchybień.  Jestem człowiekiem, który nie lubi ograniczeń, dlatego wynajmując mobilny dom na kółkach, obawiałem się, że nie odnajdę się w niewielkiej przestrzeni. Na szczęście rozkład mojego kampera był tak przemyślany, że poruszając się po wnętrzu, nie miałem poczucia, że jestem w klatce. Przejścia między strefą kierowcy, aneksem kuchen=nym, łazienką i bagażnikiem, były na tyle szerokie, że nie obijałem się o szafki. W czasie jazdy nie słyszałem również „naturalnych” odgłosów pojazdu. Drzwiczki od szafek były dobrze spasowane, dzięki czemu nie otwierały się samoistnie, nie trzeszczały i nie przeszkadzały mi w drodze. Z ogrzewania i klimatyzacji nie miałem okazji korzystać, gdyż trafiłem na umiarkowaną pogodę. Oświetlenie nie zawiodło; wyposażenie wozu obejmowało także niewielką przenośną lampkę, z której mogłem korzystać w swojej alkowie. Bardzo chwalę sobie wybór kampera z alkową. Łóżko było szerokie i wygodne – czułem się niemalże jak w domu. Wchodzenie na „piętro” nie sprawiało mi żadnych problemów. Jako że podróżowałem sam, nie mogłem uskarżać się na brak miejsca.

Dobrze i wygodnie

Wolnej przestrzeni było na tyle dużo, że wszystkie czynności wykonywałem swobodnie i naturalnie. Kiedy nachodziła mnie ochota na drzemkę, po prostu kładłem się na zaścielonym kapą łóżku. Bardzo chwalę sobie jakość materacy – nie były przesadnie miękkie, dzięki czemu budziłem się rześki i bez bólu pleców. Kuchnia nie była dla mnie priorytetem. Jako że Litwa jest stosunkowo „tania”, stołowałem się na mieście. Kiedy potrzebowałem skorzystać z kuchni, nie zauważyłem braku jakichkolwiek sprzętów. Mój kamper posiadał standardowe wyposażenie: dwupalnikową kuchenkę gazową, małą lodówkę z zamrażalnikiem zasilaną gazem z butli, zlewozmywak oraz okap. W niewielkich poręcznych szafkach bez problemu zmieściły się podstawowe elementy zastawy oraz kilka garnków. W rogu aneksu znajdowały się również kontakty, co przyjąłem z ulgą, gdyż zamiast tradycyjnego czajnika, wziąłem czajnik elektryczny.

W moim kamperze zostało wydzielone jedno pomieszczenie, w którym znajdowały się toaleta i kabina prysznicowa. Sprytnie ulokowana umywalka narożna nie przeszkadzała w czasie korzystania z toalety. Dwie szafki – również usytuowane w narożach – były naprawdę bardzo pojemne. Dzięki zainstalowaniu przesuwnych drzwi mogłem bez problemu korzystać z prysznica. Ku mojej radości powierzchnia kąpielowa była na tyle duża, że nie obijałem się o ścianki w czasie wykonywania najdrobniejszych ruchów. Wszystkie elementy armatury były w dobrym stanie technicznym. Łazienka wyglądała jak nowa. Bagażnik kampera spełnił moje oczekiwania. Nie miałem wprawdzie dużo sprzętu, ale nawet gdybym chciał wziąć dodatkowe akcesoria rowerowe, wiem, że spokojnie znalazłbym dla nich miejsce.

Jednym słowem… podróż jak żadna inna. Koniecznie do powtórzenia.